Każdy się kiedyś urodził i może nie każdy ma z tym dniem problem, ale ja najwyraźniej mam :)
Czemu. No bo taki dzień to moje wewnętrzne święto, nie chodzi o to, że celebrowane jakoś specjalnie, ale pamiętane. I rozpamiętywane... tak, bo rozpamiętywanie przychodzi mi nad wyraz dobrze.
Budzę się rano , i - pyk - już włącza się świadomość że to TEN dzień.
Za chwilę przychodzi sms od matki, która budzi się pewnie o czwartej albo piatej rano...
Następne jest leniwie wymruczane i zaspane "wszystkiego najlepszego kochanie", gdy budzi się Ta Która Kocha Najbardziej :) Teoretycznie wszystko jest w porządku...
I tylko ... co roku mniej tych życzeń.
Siostra , po odczytaniu w kalendarzu , zadzwoni z jakimiś usprawiedliwieniami, Najlepszy Szwagier - mimo, że jedyny - wiadomo, nie rodzina. Kochanki, kiedyś zawsze hurtem w pogotowiu, też gdzieś na przestrzeni lat powymierały... ;)
Nikt, mimo zaproszenia nie przyjdzie - bo cośtam. Nikt nie przyjdzie nawet w weekend, bo też cośtam , a nawet CośtamBARDZIEJ. A nawet : BardziejNiżNajbardziejszeBardziej! Koledzy/ów dwóch niby pamiętają, ale już tylko takie pierdupierdu przy obiadku, zamiast konkretnego pójścia w miasto i złojenia na mieście paru flaszek, jak za starych dobrych czasów.
Więc... tak sobie.
Ale da się to przeżyć.
No - jednego się nie da...
Zastanawiam się teraz często , ile razy ja nie złożyłem życzeń swojej matce czy ojcu - pewnie wiele razy. Mając mniej niż 30 lat jakoś te daty były nie zapamiętania! Poza tym myśl, że ktoś inny (czyli zwykle Siostra) pamięta i życzenia składa, zwalniała od pamięci. Teraz wszyscy amnestyczni mają lepiej, bo są fejsbuki, są telefony, są samoprzypominające kalendarze itd.
Więc w każdym razie - jeśli , mamo lub tato, w przeszłości zapomniałem kiedyś o Waszych urodzinach, to naprawdę przepraszam i rozumiem.
Bo moje uzbrojone w ajfony za chwilę dorosłe dziecko - też pamiętać dzisiaj już nie chciało.
A historia, ta która lubi się powtarzać, siedzi i rechocze się na głos z głupich emocjonalnych podnieceń :)
Czemu. No bo taki dzień to moje wewnętrzne święto, nie chodzi o to, że celebrowane jakoś specjalnie, ale pamiętane. I rozpamiętywane... tak, bo rozpamiętywanie przychodzi mi nad wyraz dobrze.
Budzę się rano , i - pyk - już włącza się świadomość że to TEN dzień.
Za chwilę przychodzi sms od matki, która budzi się pewnie o czwartej albo piatej rano...
Następne jest leniwie wymruczane i zaspane "wszystkiego najlepszego kochanie", gdy budzi się Ta Która Kocha Najbardziej :) Teoretycznie wszystko jest w porządku...
I tylko ... co roku mniej tych życzeń.
Siostra , po odczytaniu w kalendarzu , zadzwoni z jakimiś usprawiedliwieniami, Najlepszy Szwagier - mimo, że jedyny - wiadomo, nie rodzina. Kochanki, kiedyś zawsze hurtem w pogotowiu, też gdzieś na przestrzeni lat powymierały... ;)
Nikt, mimo zaproszenia nie przyjdzie - bo cośtam. Nikt nie przyjdzie nawet w weekend, bo też cośtam , a nawet CośtamBARDZIEJ. A nawet : BardziejNiżNajbardziejszeBardziej! Koledzy/ów dwóch niby pamiętają, ale już tylko takie pierdupierdu przy obiadku, zamiast konkretnego pójścia w miasto i złojenia na mieście paru flaszek, jak za starych dobrych czasów.
Więc... tak sobie.
Ale da się to przeżyć.
No - jednego się nie da...
Zastanawiam się teraz często , ile razy ja nie złożyłem życzeń swojej matce czy ojcu - pewnie wiele razy. Mając mniej niż 30 lat jakoś te daty były nie zapamiętania! Poza tym myśl, że ktoś inny (czyli zwykle Siostra) pamięta i życzenia składa, zwalniała od pamięci. Teraz wszyscy amnestyczni mają lepiej, bo są fejsbuki, są telefony, są samoprzypominające kalendarze itd.
Więc w każdym razie - jeśli , mamo lub tato, w przeszłości zapomniałem kiedyś o Waszych urodzinach, to naprawdę przepraszam i rozumiem.
Bo moje uzbrojone w ajfony za chwilę dorosłe dziecko - też pamiętać dzisiaj już nie chciało.
A historia, ta która lubi się powtarzać, siedzi i rechocze się na głos z głupich emocjonalnych podnieceń :)
